05/02/2022, 14:56 gmt+1 Reprezentantki Kanady w hokeju na lodzie w fantastycznym stylu rozpoczęły swój marsz po kolejny medal olimpijski. Wicemistrzynie z Pjongczangu po meczach ze Szwajcarkami i Finkami pewnie prowadzą w grupie A z imponującym bilansem bramkowym 23-2.
Ważny mecz w grupie B! 26 maja 2022. Autor Jakub Kubielas. Shutterstock. Blog » Hokej na lodzie » USA vs Czechy na MŚ w hokeju. Ważny mecz w grupie B! Faza grupowa rozgrywanych w Finlandii mistrzostw świata Elity w hokeju na lodzie powoli zbliża się do końca. W grupie B wyraźnie dominują drużyny Szwecji i Finlandii, a za ich plecami
Wyświetlony czas w strefie zakładów na żywo służy wyłącznie do orientacji w przebiegu gry. Spółka nie ponosi odpowiedzialności za prawidłowość i aktualność podanych informacji, jak np. rezultat spotkania lub czas gry. Zakaz wstępu na stronę internetową i uczestnictwa w grze hazardowej dla osób poniżej 18 roku życia.
️ W pięciu poprzednich meczach na swoim lodowisku, gospodarze tego meczu zdobywali co najmniej trzy bramki. Gramy zakład na to, że Tappara strzeli co najmniej trzy gole. HOKEJ NA LODZIE, CZECHY, EXTRALIGA! Poniedziałek, godzina 18:30! ️ Jest to piąty mecz 1/2 finału czeskiej Extraligi; ️ Sparta prowadzi w serii 3:1;
Uczestniczyło w nim 14 drużyn, które w rundzie zasadniczej rozegrały po 52 spotkania. Pierwsze miejsce w sezonie regularnym zajęła drużyna Bílí tygři Liberec, za co otrzymała Puchar Prezydenta Czeskiej Federacji Hokeja na Lodzie. Sześć najlepszych drużyn zapewniło sobie bezpośredni awans do rundy play-off.
Niezwykle ważne i pewne zwycięstwo Biało-Czerwonych na mistrzostwach świata Dywizji 1A w Nottingham. Reprezentacja Polski wygrała z Koreą Południową aż 7:0. Oznacza to, że w przypadku pokonania Rumunii w piątek zespół prowadzony przez Roberta Kalabera awansuje na przyszłoroczne mistrzostwa świata elity. Foto: Eurosport.
Zanim powstała Profesionalna Chokejna Liha, miano najwyższej klasy rozgrywkowej na Ukrainie miała Wyższa Liga, która powstała 1992 roku i o tej pory wyłaniała mistrza Ukrainy w hokeju na lodzie. Łącznie rozegrano 19 edycji mistrzostw Ukrainy przed uzyskaniem praw od Federacji Hokeja Ukrainy praw organizacyjnych.
sdgwc. W dziesiątym odcinku serii „Młodzi za granicą” przybliżymy sylwetkę młodego, perspektywicznego napastnika, który swoje pierwsze kroki hokejowe stawiał w Sosnowcu. Przed państwem, Jakub Ślusarczyk! – Jak wspominasz swoje hokejowe początki? Jakub Ślusarczyk, napastnik HC Vitkovice U20: – Myślę, że wszystko zaczęło się jak miałem półtora roku, może mniej, może więcej. Wtedy pierwszy raz tata z mamą zabrali mnie na lodowisko w Krynicy-Zdroju, nie żeby popatrzeć jak jeżdżą inni, lecz żebym sam spróbował z ich pomocą stanąć na lodzie i pochodzić po nim. Następnie uczestniczyłem w treningach naboru w Sosnowcu, gdzie mieszkaliśmy i tam przez rok uczyłem sie podstaw oraz stawiałem pierwsze kroki samemu. Później na zajęcia przeniosłem sie do Janowa, gdzie były dwa lub trzy treningi w tygodniu i było to lepsze dla mojego rozwoju. Tam również pierwszy raz wyszedłem na lód w kompletnym sprzęcie hokejowym oraz z kijem. Po kilku miesiącach zostałem włączony do drużyny mini hokeja i tak zacząłem przygodę z meczami, turniejami i z moim przyszłym życiem. Tak naprawdę do teraz wspominam bardzo dobrze początki i cieszę się, że rodzice zasiali we mnie ziarno tego sportu, pielęgnowali je i pielęgnują do tej pory. Zawdzięczam im wszystko, bo tak naprawdę tata był moim wzorem od początku. Chętnie wracasz do Polski na mecze CLJ Zagłębia? – Oczywiście, jeśli tylko nadarzy się okazja, to po skończonym sezonie w Czechach wracam do Sosnowca. To dla mnie przyjejemność. Chcę grać jak najwiecej, a jeśli mogę reprezentować ten klub i zagrać w nim dodatkowe mecze w sezonie, to czemu miałbym nie skorzystać. Kiedy i skąd narodził się pomysł o wyjeździe za granicę? – Jak miałem 11 lat brałem udział w projekcie Metropolia Silesia, dzięki któremu mogłem zagrać dodatkowe mecze przez weekend, a w dodatku w czeskiej lidze. Mimo, że graliśmy z rocznikiem młodszym, to widać było wysoki poziom zawodników zza naszej południowej granicy. Zdarzało się, że przegrywaliśmy 0-20 i wtedy tak naprawdę uświadamiało mi to, że jeśli chcę osiągać więcej i więcej, i być lepszy, to powinienem się szkolić tam, gdzie poziom jest wyższy. Skorzystałem jeszcze z dwóch lat gry w metropolii, żeby nadal grać z Czechami, a nie wyjeżdżać z Polski, a następnie po jakimś czasie postanowiłem porozmawiać z tatą o przeniesieniu się na czeskie tafle już na stałe. Tata pomógł mi dostać się na testy do Poruby (dzielnica Ostrawy - przyp. red.) i tam już dalej kontynuowałem swoją przygodę. Z biegiem czasu uważam, że rozmowy na temat przejścia za granice powinienem poruszyć wcześniej i już wtedy zbierać doświadczenie w Czechach, lecz jestem wdzięczny za to, że doszło to do skutku i za to, co mam. Jak z perspektywy czasu oceniasz tę decyzję? – To była najlepsza decyzja z możliwych. Dzięki temu mogę rozwijać się z lepszymi zawodnikami, uczyć się od nich oraz próbować być lepszym niż oni. Jak zaczynałem trenować w Czechach to wyglądało to tak, że mieliśmy najpierw trening na sucho, potem trening na lodzie, a następnie jakieś wybieganie lub regenerację. Przygotowania teraz i rok wcześniej jako junior wyglądały i nadal wyglądają zupełnie inaczej. Jako juniorska drużyna mamy do dyspozycji trenera personalnego, który prowadzi nasze treningi pod okiem pozostałych dwóch trenerów: głównego i asystenta. Teraz w drugiej części przygotowań po krótkiej przerwie przychodzimy rano na trening na siłowni, następnie mamy lód, potem przerwa na obiad oraz relaks, a po południu znów wracamy do siłowni, a następnie jeszcze jeden trening na lodzie. Nie każdy dzień wyglada w ten sposób, ale większość jest podobna. W sezonie tak naprawdę mamy dwa-trzy treningi dziennie. Jeden na siłowni, drugi na lodzie, a ten trzeci zazwyczaj jest wcześnie rano jako trening indywidualnych umiejętności, precyzja strzału, stickhandling oraz poprawianie innych detali. Bardzo podoba mi się podejście trenerów. Chcą przekazać jak najwiecej i jak najlepiej starają się o swoich zawodników i po prostu aż się czuje, że praca z nimi przynosi efekty. Do tego hokej jako sport w Czechach jest zupełnie inaczej postrzegany niż w Polsce. Tutaj czuć tę atmosferę hokejową i widać inne zainteresowanie tym sportem. Ciężko było się przyzwyczaić do czeskich reali w pierwszym sezonie? – W pierwszym sezonie reprezentowałem Porube w drugiej najwyższej lidze Dorostu i mimo, że mieliśmy naprawdę mocną drużynę, to było czuć różnice poziomów. Natomiast tak naprawdę największy przełom poczułem jak awansowaliśmy z drużyną do ekstraligi Dorostu i w następnym roku graliśmy przeciwko najlepszym drużynom z naszego okręgu: Vitkovice, Hawierzów, Trzyniec, Kometa Brno. Wtedy poczułem ogromny przeskok poziomów. Gra była o wiele szybsza, zawodnicy mega wyszkoleni i bardzo dobrze zgrani. Tempo gry było zupełnie inne, o wiele szybsze. Potem takim drugim przełomem był (poprzedni) pierwszy sezon w Extralidze juniorów w barwach HC Vitkovice, gdzie tak naprawdę jest to liga nad którą już są tylko ligi seniorskie. Szybkość, kombinacje i podejmowanie decyzji musiało wejść na wyższy poziom i trzeba było wykonywać te rzeczy kilka razy szybciej. To tak naprawdę pozwala się rozwijać. Jak oceniasz poprzedni sezon w swoim wykonaniu? Jesteś zadowolony z 21 punktów w 48 spotkaniach czy czujesz jednak pewien niedosyt? – Uważam, że pierwszy sezon w Extralidze juniorów był udany i jestem z niego zadowolony. Zrobiłem wszystko, by sezon wyszedł jak najlepiej i najwidoczniej nie byłem w stanie w tym roku osiągnąć więcej. Zawsze chcę więcej, ale w tym sezonie to był mój maks. Mam nadzieję, że i po nadchodzącym będę również zadowolony. Jak wpłynęły na ciebie informacje o zawieszeniu rozgrywek przez pandemię COVID-19? – Kończyliśmy sezon w Porubie i walczyliśmy o utrzymanie na najwyższym poziomie w kategorii Dorostu. Zostało nam do końca może z 5-6 meczów i nagle z dnia na dzień odwołano treningi oraz mecze. Dla każdego ta sytuacja była dziwna i nie wiedzieliśmy jak mamy się zachować, ale liczyliśmy na to, że wrócimy za niedługo do treningów. Niestety tak się nie stało, a pandemia się rozprzestrzeniła i uniemożliwiła trenowanie. Drugi raz stało się tak w następnym sezonie. Po pierwszych 6 meczach odwołano rozgrywki i nałożono na drużyny kwarantannę. Ja przyjechałem do Sosnowca i tutaj trenowałem. Nie miałem innego wyjścia, a doceniałem, że w ogóle mogę trenować podczas tego, gdy moi koledzy siedzą zamknięci w Czechach bez możliwości treningu. Cieszę się, że nie miałem przerwy od hokeja i mogłem rozwijać się dalej mimo pandemii. Gdzie zatem zobaczymy cię w przyszłym sezonie? – W nadchodzącym sezonie będę reprezentował barwy Vitkovic w Extralidze juniorów, gdzie będę dalej mógł szlifować swoje umiejętności. Rozmawiał: Mikołaj Hoder
Home O nas Aktualności Zasady gry Przewodnik FAQ Reklama Język: Zapisz się do gry Tabela - Playoff - Playout - Informacje Liga: Tabela ligi - Czechy liga ( Drużyna M W WPD PPD P Pkt G +/- Dom Wyjaz Forma 1. HC Panteři Vokovice 14 11 1 1 1 36 62:32 30 5-1 7-1 2. Žabáci 14 10 0 1 3 31 61:25 36 6-2 4-2 3. HC FutureCraft 14 9 1 1 3 30 50:37 13 3-3 7-1 4. HK NITRA 14 9 0 1 4 28 33:28 5 4-4 5-1 5. Hockey Club Vsetín 14 7 1 1 5 24 40:33 7 3-3 5-3 6. HC Slavia Praha-juniors 14 7 0 2 5 23 41:30 11 3-4 4-3 7. TJ Sokol Ližpič ® 14 6 1 1 6 21 30:28 2 4-4 3-3 8. HC Řepák Team 14 6 0 1 7 19 51:56 -5 5-3 1-5 9. HAC Šmoulíkov 14 5 2 0 7 19 27:37 -10 3-5 4-2 10. GREENHILL 14 3 4 1 6 18 40:46 -6 4-2 3-5 11. IBK Snus time 14 5 1 0 8 17 23:36 -13 1-5 5-3 12. HC Letonice 14 5 0 1 8 16 38:51 -13 1-5 4-4 13. HC Wombat Humpolec 14 4 2 0 8 16 30:44 -14 2-5 4-3 14. Hc Vrkoušové Jihlava 14 3 2 1 8 14 23:36 -13 2-4 3-5 15. Plzeň Devils 14 3 1 3 7 14 26:40 -14 2-6 2-4 16. HC SOBĚSUKY 14 3 0 1 10 10 28:44 -16 1-7 2-4 Punkty: Wygrana +3 / WPD +2 / PPD +1 NAJLEPSZY MENADŻER Andrzejas 531 SemtexF#B 517 jarmen#B 492 Lada39 487 siriuss 487 rockmach 486 Sokol Lhota B 483 Ondrej#B 480 Siskazvltavy 480 piol 477 Flo 473 Guga 470 Roadmender 470 chochol 465 Pstre Pingwiny 460 grmi666#B 456 Messi 454 rocho 452 eekis 451 Matymajstr#B 451
W miniony poniedziałek zespół JKH GKS-u Jastrzębie rozpoczął ostatni etap przygotowań do sezonu 2022/23. Z kolei Róbert Kaláber opowiedział na pytania dotyczące transferów i planów sparingowych. W którym dniu wakacji po raz pierwszy sięgnął pan po wiadomości ze świata hokeja? Róbert Kaláber, trener JKH: – Szczerze mówiąc, pracowałem jeszcze przez pierwsze dwa dni urlopu. Potem w końcu była okazja, aby wyluzować się i odpocząć od hokeja. Niemniej, nawet w trakcie tych krótkich wakacji zdarzało mi się rozmawiać telefonicznie z Leszkiem Laszkiewiczem o sprawach zawodowych. Były to jednak epizody. Urlop uważam za udany. A czy "globalna waga drużyny" odbiega obecnie mocno od tej, jakiej życzylibyście sobie jako sztab szkoleniowy? – Akurat jesteśmy po ważeniu i wszystko jest w porządku (śmiech). Chłopcy są profesjonalistami. To ludzie świadomi swoich organizmów. Gdyby nic nie robili przez te dwa tygodnie, to byłoby im bardzo trudno wrócić do normalnych treningów. Przed nami niezwykle ciężki okres przygotowań, jednak sądzę, że zawodnicy z ulgą przyjmują zajęcia na lodzie. Jesteśmy ludźmi hokeja i to jest nasza ukochana dyscyplina. Siłownia i biegi nigdy nie zastąpią nam tafli. Osiem czerwcowych wyjazdów na lodowisko do Poruby także się przydało? – Oczywiście. Dzięki treningom w Czechach nasi chłopcy płynnie wchodzą w ostatni okres przygotowań. Zdecydowanie większy problem mają zawodnicy pozyskani wiosną, którzy nie mieli okazji pracować z nami w minionym miesiącu. Widać po nich tę czteromiesięczną przerwę od lodu. Cóż, przed nami teraz sporo pracy, aby nadrobić ten brak. Jestem pewien, że "nasi obcokrajowcy" dadzą sobie radę I właśnie do tego tematu chcę teraz nawiązać. Najpierw chciałbym zapytać o węgierskiego bramkarza Bence Balizsa. "Bratanek" w kadrze to nowość nie tylko dla JKH GKS Jastrzębie, ale całej Polskiej Hokej Ligi. Skąd ten kierunek? – Trzeba zacząć od tego, że dzień po zakończeniu minionego sezonu informacją o zakończeniu kariery zaskoczył nas nieco Patrik Nechvatal. Musieliśmy zatem od razu zabrać się za budowę nowej drużyny "od tyłów". Należało porozmawiać z zarządem o naszych możliwościach budżetowych, które jak zawsze są ograniczone. Nie możemy pozwolić sobie na "zakupy" i musimy twardo stąpać po ziemi. Otrzymaliśmy określone wiadomości od agentów zawodników i nie patrzyliśmy nikomu w paszport. Chodziło o to, aby nowy bramkarz był doświadczony i spełniał nasze wymagania. Lista kandydatów nie była zatem długa, a na jej czele znajdował się właśnie Bence Balizs, którego pamiętam z rozgrywek słowackiej ekstraligi. To 31-letni golkiper z międzynarodowym obyciem. Ważne było dla nas to, że Węgier wyrażał zainteresowanie grą w Jastrzębiu. Zaczęliśmy rozmawiać i szybko doszliśmy do porozumienia. Bence chciał spróbować czegoś nowego, co ułatwiło komunikację. Przyznam, że dla mnie niespodzianką jest fakt, iż będący w kręgu zainteresowań selekcjonera "Madziarów" bramkarz chce grać w polskiej lidze. – Myślę, że nie jest to wielka sensacja. Należy przyznać, że polska liga pod względem jakości mocno zyskała za sprawą licznych obcokrajowców. Wielu uznanych hokeistów zdążyło się już przekonać, że nasze rozgrywki nie są jakąś "bananową ligą". Bence przyznał w jednym z wywiadów, że uważa ekstraligę za mocniejszą od rozgrywek węgiersko-rumuńskich, a ja nie mam powodu, aby mu nie wierzyć. Kolejnym ciekawym strzałem jest pozyskanie Litwina Marka Kaleinikovasa. To również nowy kierunek w polskiej lidze. – Po zakończeniu minionego sezonu zdawaliśmy sobie sprawę, że opuści nas wielu chłopaków. Dlatego już wcześniej rozpoczęliśmy przeczesywanie rynku w poszukiwaniu nowych zawodników. Kaleinikovasa wypatrzył Leszek Laszkiewicz i to on poradził mi, abym rzucił na niego okiem podczas Mistrzostw Świata Dywizji 1A, które rozpoczynały się tuż po turnieju z udziałem naszej reprezentacji w Tychach. Styl gry Marka od razu mi się spodobał. To bardzo inteligentny zawodnik, który zarazem dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi. Poza tym odznacza się prawym uchwytem kija. Myślę, że Kaleinikovas "ma papiery" na wyróżniającego się gracza w całej ekstralidze. Przeanalizowaliśmy z Leszkiem możliwości manewru w jego sprawie, skontaktowaliśmy się z agentem i również w miarę sprawnie doszliśmy do konsensusu. Nie możemy także nie wspomnieć o kontynuacji "kierunku łotewskiego". Gdy kilka lat temu do JKH GKS Jastrzębie dołączył Maris Jass, była to swego rodzaju nowość. – Maris zrobił świetną robotę. To jest naprawdę kapitalny chłopak i bardzo żałuję, że z powodu kontuzji musiał skończyć karierę na profesjonalnym poziomie. Odwiedził nas zresztą w minionym tygodniu, a po raz kolejny pojawi się na Jastorze w październiku. Łotysz zawsze będzie tu mile widziany. Nie jest też wielką tajemnicą, iż zasięgamy jego porady w kwestii zawodników znad Dźwiny. Wszyscy hokeiści z Łotwy, którzy z nami dotychczas byli, wypełniali swoje zadania i nie mieliśmy z nimi żadnych kłopotów. Dlatego nie obawiamy się spoglądać właśnie w tym kierunku. W związku z tym cieszę się, iż pozostali z nami Vitalijs Pavlovs i Eriks Sevcenko. Obaj wnieśli bardzo wiele do zespołu i mocno przyczynili się do brązowego medalu w minionych rozgrywkach. Jak to w naszym polskim grajdole, nie mogło obyć się bez złośliwości. Gdy nasz klub pozyskał napastników Raivo Freidenfeldsa i Antonsa Sinegubovsa, niektórzy z nieukrywaną satysfakcją stwierdzali, iż JKH GKS zamiast stawiać na swoją młodzież bierze chłopaków z zagranicy. – Jak wszyscy doskonale wiemy, nasi wychowankowie po sezonie 2020/21 postanowili spróbować swoich sił w innych klubach. Różnie się to skończyło. Natomiast my w Jastrzębiu mamy kopalnię węgla, a nie kopalnię młodych zawodników. Powszechnie wiadomo, iż nie cieszymy się "kłopotami bogactwa" w rocznikach początku pierwszej dekady XXI wieku. Kolejna fala wychowanków ma dopiero po około szesnaście lat, a zatem na ich wejście na ekstraligowy poziom musimy jeszcze poczekać. Stanęliśmy przed problemem uzupełnienia składu. Nie mamy na tyle okazałego budżetu, aby stworzyć cztery piątki z samych "wyjadaczy". Stąd też pojawienie się w naszym klubie Antonsa i Raivo. Po pierwszych treningach nabieram przekonania, że podjęliśmy bardzo dobrą decyzję. Liczę, że obaj dołożą solidną "cegiełkę" do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczyliśmy. To zawodnicy o odmiennym stylu gry. Freidenfelds potrafi znakomicie wyłożyć krążek koledze z drużyny, a z kolei Sinegubovs imponuje charakterem i sprytem. Obaj są też mocni na krążku. Mam już teraz bardzo dobry kontakt z tymi chłopakami i... myślę, że nie mylę się w ich ocenie. Można powiedzieć, że w obecnym okresie transferowym JKH GKS Jastrzębie przeżył "powtórkę z rozrywki". Ponownie mówiono, że drużyna rozpadła się i została rozkupiona, ponieważ zamożniejsze kluby znów skorzystały z naszej zeszłorocznej pracy na rynku. Tymczasem teraz nikt już tak nie twierdzi. – Taka jest nasza praca. Nie chcemy, aby nasz dyrektor sportowy Leszek Laszkiewicz zanudzał się w pracy (śmiech), choć przypuszczalnie będę musiał sprezentować mu nową baterię do telefonu. Mamy pewien pułap możliwości i nie możemy go przekroczyć. To wymaga od nas określonych działań. Wielokrotnie już deklarowałem, że w JKH GKS Jastrzębie czuję się bardzo dobrze, ponieważ tu wszyscy "ciągną w jednym kierunku". Cóż, najpierw "męczymy się" z przeciwnikami, potem z kolei z zawodnikami, po których należy uzupełnić skład. Nie powiem, że jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale... wiemy, jak mamy sobie radzić. Dla mnie bardzo istotne jest to, że w naszym klubie pozostało bardzo wielu Polaków, w tym wychowanków JKH GKS Jastrzębie. To chłopcy, którzy stanowią filar drużyny. Dzięki nim "szatnia" potrafi przetrwać zmiany kadrowe. Jestem bardzo zadowolony z "chemii", jaka dzięki naszym rodzimym zawodnikom panuje w drużynie. Cieszę się, że pan o tym wspomniał. Wszak polski i jastrzębski filar w naszym klubie wciąż jest bardzo mocny. Pozostali z nami przecież Kamil Górny, Mateusz Bryk, Dominik Paś, Radosław i Łukasz Nalewajkowie, Dominik Jarosz i Patryk Pelaczyk, a także Maciej Urbanowicz, Arkadiusz Kostek czy Marcin Horzelski, którzy zdążyli zadomowić się w Jastrzębiu. – Nasi chłopcy są podstawą drużyny. Gwarantują określony poziom i wzajemnie wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać. Bez nich budowa nowego zespołu byłaby ogromnie utrudniona. Mimo wszystko każdy nowy gracz to pewna zagadka. Nie wiadomo, kto "wystrzeli", a komu przydarzy się najsłabszy sezon w karierze. Za sprawą naszych rodzimych zawodników zdecydowanie łatwiej jest poukładać drużynę zarówno sportowo, jak i mentalnie. Kwestia psychiki jest niezwykle istotna. Nie jest tak, że oglądamy kandydatów do gry w JKH GKS Jastrzębie jedynie na wideo i na tej podstawie podejmujemy decyzję. Zwracamy uwagę na to, czy facet jest - mówiąc wprost - normalny i da się z nim dogadać. Dlatego zasięgamy języka u ich trenerów czy kolegów z zespołu. Drużyna musi funkcjonować jako całość nie tylko na lodzie. To grupa mężczyzn, która musi umieć się porozumieć. Mamy połowę lipca, a zatem trudno już teraz deklarować cele na zbliżający się sezon. Nie znamy jeszcze terminarza i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie niespodzianki szykują rywale. Niemniej, gdy budowaliście nową drużynę, to musiał przyświecać wam określony "target". Jako sztab trenerski poszukiwaliście zawodników o określonych warunkach. – Przy wyborze takich, a nie innych zawodników, przyświecały nam dwa założenia. Po pierwsze - jak już mówiłem - "kotwica" finansowa, którą wskazał nam zarząd. Zawsze musimy dostosować się do możliwości budżetowych naszego klubu. Drugie założenie było takie, aby nowy zespół nie był słabszy od poprzedniego i prezentował się na co najmniej takim samym poziomie. Istotnie jest tak, że mówienie już teraz o celach sportowych byłoby przedwczesne, jednakże na pewno chcielibyśmy ponownie znaleźć się co najmniej w półfinale, aby rozgrywać sezon do samego końca. Przyznam, że na ten moment zrobiliśmy wszystko, co było do zrobienia "po naszej stronie". Nie mamy wpływu ani na politykę transferową innych klubów, ani na przypadki losowe. Zatem pozostaje nam praca i jeszcze raz praca. Mamy osiem tygodni na to, aby wkomponować naszych nowych zawodników w drużynę. Mam ogromną nadzieję, że pod względem zdrowotnym kolejny sezon nie będzie tak trudny, jak miniony. Możesz wypracować idealny model kadry, a potem na pół roku wypadnie ci dwóch kluczowych zawodników i wszystko trzeba budować od nowa. Po to właśnie rozgrywamy sparingi, aby sprawdzić wszelkie możliwości. Czego zatem oczekuje pan po meczach sparingowych? Wśród rywali jest Dukla Michalovce, a zatem nasi kibice będą mieli okazję zobaczyć JKH GKS Jastrzębie w starciu z niezłymi konkurentami. – Przede wszystkim chcę jak najlepiej poznać nowych zawodników i z tej perspektywy znaleźć dla nich optymalne miejsce w drużynie. Chcę pozyskać wiedzę, jak kto reaguje w trudnej sytuacji, a także poznać ich mocne i słabe strony, nad którymi trzeba będzie popracować. Sparingi pokażą nam, nad czym jeszcze musimy się pochylić zarówno przy grze w ataku, jak i w obronie. W hokeju najważniejszy jest kolektyw i my ten kolektyw musimy zbudować. Na koniec porozmawiajmy jeszcze o samej ekstralidze. Polska pod pana wodzą pokonała Białoruś, gdzie nie brakuje mocnych klubów. W pana ojczyźnie są cztery poziomy rozgrywkowe. Tymczasem w Polsce nie potrafimy stworzyć ekstraklasy choćby z dziesięciu ekip. Tym większa radość, że w elicie zobaczymy jednak STS Sanok, choć zabraknie Sokiła Kijów. Czy pana słowaccy znajomi wiedzą, że selekcjonuje pan kadrę narodową w oparciu o kluby, które można policzyć na palcach dwóch rąk? – Na Słowacji niewiele osób interesuje się polskim hokejem, co mnie osobiście nieco irytuje. Dlatego wolałbym wygrać ze Słowacją, niż z Białorusią (śmiech). Dla tamtejszych kibiców wciąż pozostajemy "bananową ligą", nawet jeśli JKH GKS Jastrzębie czy Comarch Cracovia pokonują słowackie kluby. Myślę jednak, że nadejdzie taki czas, gdy również za Tatrami będą musieli zmienić zdanie. Faktem jest, iż osiem czy dziewięć klubów w ekstralidze nie wygląda okazale. Ktoś może zapytać, co to za liga, skoro "wszyscy" awansują do play-off? To oczywiste, że potrzebujemy więcej klubów, ale w tej kwestii przed nami jako środowiskiem polskiego hokeja jeszcze wiele pracy. Co do Sanoka, to bardzo się cieszę, że drużyna z tego miasta zagra w Polskiej Hokej Lidze. Ten klub ma świetnych, żywiołowych kibiców, a w kadrze są młodzi chłopcy, którzy teraz nie znaleźliby już nowych zespołów, bowiem większość ekip ma pouzupełniane piątki. Natomiast jeśli idzie o Sokił Kijów, to żałuję, że nie udało się dokooptować tego klubu do naszej ligi. Ukraińcy wnieśliby sporo kolorytu do rozgrywek. To zawsze coś nowego, inna mentalność i odmienny styl gry. My w Polskiej Hokej Lidze nad wyraz potrzebujemy takich nowości. Korzystną dla całego polskiego hokeja byłaby sytuacja, w której nasza ekstraliga wybiłaby się na międzynarodowy poziom zarówno pod względem sportowym, jak i marketingowym. Myślę jednak, że to tylko kwestia czasu. Rozmawiał: Mariusz Gołąbek,
Mistrzostwa Świata Elity IIHF 2022 - Finlandia (Tampere - Helsinki) Przed nami Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie mężczyzn, które zostaną rozegrane od 13 do 29 maja. Jakie drużyny zmierzą się w tym elitarnym turnieju? Która z reprezentacji ma największe szanse na zwycięstwo? Przybliżamy tegoroczne grupy oraz reprezentacje, które zmierzą się ze sobą w walce o tytuł najlepszej drużyny narodowej na świecie! Szesnaście reprezentacji w grze o najwyższe cele! Kto ma największe szanse? W dwóch grupach (A i B) zmierzy się ze sobą 16 drużyn, cztery najlepsze reprezentacje z grupy A i cztery najlepsze reprezentacje z grupy B awansują do ćwierćfinałów, zaś drużyna narodowa, która zajmie ósme miejsce w swojej grupie, spadnie do dywizji WCH IA. Jak wygląda tegoroczny podział grup? W grupie A zobaczymy: Danię, Francję, Niemcy, Włochy, Słowację, Szwajcarię, Kazachstan, Kanadę W grupie B zmierzą się: Czechy, Finlandia, Litwa, Norwegia, Szwecja, Austria, USA, Wielka Brytania. Legalny bukmacher Betfan w roli faworyta stawia przede wszystkim dwie reprezentacje - Kanadę oraz Finlandię, którym daje odpowiednio 28% i 27% na zwycięstwo. Bez szans nie są jednak także Czesi, na których wygraną kurs wynosi O wysokie miejsce mogą powalczyć także Szwedzi, którzy przez wielu ekspertów wymieniani są jako pewniacy w TOP3. W roli potencjalnie najgorszej drużyny, najczęściej się stawia Wielką Brytanię, która zdołała wygrać tylko jeden z ostatnich dziesięciu meczów oraz Włochy, które mogły jeszcze nie tak dawno pochwalić się nieślubną serią piętnastu porażek z rzędu. W gronie drużyn bez szans na wygraną, mówi się także o Francji, która znalazła się na mistrzostwach dzięki wykluczeniu reprezentacji Rosji i Białorusi. Najnowsze wiadomości ze świata sportu ( hokej na lodzie) możesz śledzić na Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie mężczyzn bez Rosji i Białorusi. Gdzie zagra elita? Po raz pierwszy od 2019 roku, na trybunach Mistrzostw Świata zasiądą kibice - w 2020 roku nie odbyły się one ze względu na sytuację pandemiczną, w poprzednim roku elita grała bez kibiców. Fani jednak nie będą mogli obejrzeć na lodzie reprezentacji Rosji i Białorusi, które to zostały wykluczone z Mistrzostw Świata wobec obecnej sytuacji na Ukrainie. Oprócz odebrania udziału w Mistrzostwach Świata Rosjanom, państwu ze stolicą w Moskwie odebrano także szansę organizacji tych mistrzostw. Tegoroczny najbardziej elitarny turniej drużyn narodowych odbędzie się w leżącym na południowym zachodzie fińskim mieście - Tampere. Czy za 2 lata zobaczymy reprezentację Polski w elicie? Po bardzo ciekawych rozgrywkach w dywizji 1B Polakom udało się dostać na zaplecze elity. W przyszłym roku zmierzą się oni z Litwą oraz Koreą Południową, a także z dwoma spadkowiczami z elity. Jeśli za rok podopieczni Róberta Kalábera zajmą pierwszą lub drugą pozycję w tabeli 1A, w 2024 spotkają się z najlepszymi reprezentacjami na świecie i powalczą o medal. Przed nimi jednak jeszcze dużo nauki, a droga na szczyt nie musi być usłana różami. Jednak Robert Kaláber wydaje się mieć pomysł na tę drużynę i jest bardzo prawdopodobne, że osiągnie z reprezentacją Polski jeszcze niejeden sukces. Już niedługo poznamy przeciwników Polaków z którymi to zmierzą się w przyszłym roku. Mecz otwarcia pomiędzy Francją a Szwecją już w piątek o godzinie 15:20 a Betfan przygotował ofertę na Mistrzostwa Świata Przeczytaj dodatkowo
hokej na lodzie czechy 1 liga tabela